Wóycicki czyli antypolonita w akcji
Kazimierz Wóycicki okrył się infamią i wykluczył się ze wspólnoty Polaków. Nie zajmie się nim prokuratura Żurka, musi to więc zrobić naród. A wszystkim obrońcom Wóycickiego odpowiadamy – świat jest tak urządzony, że każda akcja wywołuje reakcję. Sam tego chciał i sam to sobie zrobił.
Aldona Zaorska – Była kiedyś w Polsce instytucja infamii – utarty czci i dobrego imienia. Kto okrył się infamią, był częściowo wyjęty spod prawa, żaden przyzwoity człowiek nie podawał infamisowi ręki, a widząc go – przechodził na drugą stronę ulicy. Z powodu nieudolności prokuratury Tuska, która zajmuje się wrażliwością Jurasów Owsiaków, a nie potrafi bronić czci i godności narodu polskiego, pora wziąć sprawy w swoje ręce.
Ogłaszamy, że infamią okrył się Kazimierz Wóycicki – podobno dziennikarz i filozof, lider Partii Demokratycznej.
Kazimierz Wóycicki goszcząc w neo-TVP w likwidacji, w programie „Kłamstwo nie przejdzie” (sic!), w dniu 12 czerwca 2026 roku:
- kłamał w żywe oczy, stwierdzając, że Ukrainiec z pochodzenia, wiceminister nauki Andrzej Szeptycki nie porównał UPA do polskiej armii podziemnej, podczas gdy dokładnie takie słowa padły, a Szeptycki zestawił UPA i Żołnierzy Niezłomnych,
- stwierdził, że: „Polacy też nabijali na widły, właśnie na tym Wołyniu, niech pan poczyta polskich historyków, Motyka i tak dalej. Trzeba się uczyć panie pośle. Uczyć, uczyć jeszcze raz” [podkreśl. Red.], kierując te słowa do posła Konfederacji Michała Nieznalskiego,
- twierdził, że UPA i Żołnierze Niezłomni współpracowali po wojnie i ta współpraca „nie ulega wątpliwości”,
- w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że: „Bandera to człowiek, który walczył o niepodległość Ukrainy. Zachowywał się mniej więcej tak, jak Piłsudski przez I Wojną Światową”, a także, że UPA można porównywać nie tylko z Żołnierzami Niezłomnymi, ale także z „Armią Krajową” oraz, że: „Mówienie, że polska strona to są aniołki… nie! Polacy w tak samo okrutny sposób i tak samo oddziały AK mordowały Ukraińców i tak samo mordowały dzieci i kobiety [podkreśl. Red.]. Gdyby Ukraińcy bardzo chcieli, to też mogliby to nazwać ludobójstwem”. Na koniec zaś wspomnianego wywiadu w „Rzeczpospolitej” stwierdził, że: „Moi znajomi i ta część opinii publicznej, do której ja przynależę, oczekuje, że to polska strona przeprosi za to, co robi wobec Ukraińców obecnie.
Tymi słowami Wóycicki sam wykluczył się ze wspólnoty Polaków i okrył hańbą. On wprost stwierdził, że Armia Krajowa mordowała z takim samym bestialstwem jak UPA i tylko łaskawości Ukraińców zawdzięczamy, że nie oskarżyli nas jeszcze o ludobójstwo, bo gdyby chcieli, to by mogli.
Nie zajmie się nim prokuratura Żurka, musi to więc zrobić naród. Póki w polskim prawie nie zostanie ustawowo wprowadzona penalizacja kłamstwa wołyńskiego, jako naród musimy działać oddolnie. Przyjrzyj się więc dobrze Szanowny Czytelniku, jak wygląda ten antypolski oszczerca, który głosi, że Polacy nabijali na widły ukraińskie dzieci, palili żywcem starców i bestialsko torturowali mężczyzn. Przyjrzyj się dobrze i zapamiętaj tę twarz. Może go spotkasz na swojej drodze, będziesz wiedział, co robić – patrz wyżej.
Bojkot
Warto przy tym zwrócić uwagę, że Wóycicki swoje oszczerstwa wygłosił w programie pt. „Kłamstwo nie przejdzie”, co jest kolejnym dowodem, jaką szczujnią została neo-TVP. Prowadzący Mateusz Dolatowski nie wyprosił Wóycickiego ze studnia ani w żaden sposób nie przywołał go do porządku, pozwalając na wygłaszanie kłamstw w programie rzekomo walczącym z kłamstwem.
Na jego zachowanie bardzo szybko zareagowała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Jeszcze w dniu publikacji programu KRRiT zapowiedziała, że jej przewodnicząca Agnieszka Glapiak zwróci się do Telewizji polskiej o wyjaśnienia dotyczące ostatniego wydania „Kłamstwo nie przejdzie”. W wpisie na X KRRiT stwierdziła, że słowa Wóycickiego „pozostały bez reakcji prowadzącego audycję Mateusza Dolatowskiego, a uczestnikowi próbującemu z nimi polemizować, dziennikarz nie pozwolił dojść do głosu”. Co się stanie z programem, nie wiadomo, acz na szczególne konsekwencje wobec programu i pana Dolatowskiego, nie ma co liczyć. Ale i tu możemy sobie poradzić – pora powrócić zwyczaju Polaków z czasów PRL. Wtedy wychodziło się na spacer podczas Dziennika Telewizyjnego, dziś czekają nas dłuższe spacery, obejmujące nie tylko „program informacyjny”, wypociny Dorotki Wysockiej-Schnepf ale i „powstrzymywanie kłamstw”, polegające na ich opowiadaniu w telewizji, na której utrzymanie rząd zabiera z naszych podatków miliardy. Dość tego! Po prostu dość! A wszystkim obrońcom Wóycickiego odpowiadamy – świat jest tak urządzony, że każda akcja wywołuje reakcję. Sam tego chciał i sam to sobie zrobił.
podpis
Kazimierz Wóycicki
fot. PAP